Na motywach przepisu Małgorzaty Caprari z książki Znane i nieznane dania kuchni włoskiej
ugotowałam spaghetti.
A condimento powstało z 50dag cukinii
i przypraw typu ząbek czosnku, pół pęczka natki pietruszki, soli.
Na patelnię wylać trochę oliwy, przecisnąć czosnek przez praskę i podgrzać, aż poczujemy cudny aromat i czosnek zacznie się trochę smażyć. Wrzucamy pokrojone w kostkę cukinie i tak sobie smażymy ok. 30 min. Na koniec doprawiamy i dorzucamy zielsko, które lubimy.
Makaron mieszamy z cukinią, nakładamy na talerze i posypujemy hojnie startym parmezanem.
Porcja dla 3 osób mniej-więcej.
Mieszczuch to ja: pojechaliśmy w sobotę do B., aby pokazać Komuś działkę, którą wybraliśmy trzy miesiące temu... Nie pomyślałam, że na wsi na polu wszystko tak szybko się zmienia i nie wzięłam aparatu, który miałby uwiecznić wielkie pole rumianku i innych zielsk. Widok przepiękny ;) Tylko gorzej, jak się pomyśli, że trzeba to okiełznać własną niewprawną łapką. W niedalekim lesie dorwałam lipę i nazrywałam odrobinę kwiatów (bowiem chooooodźmy juuuuuż rzekł Mąż, który jeszcze doceni smak syropu!). Las to dla mnie przedziwny, bowiem oprócz drzew, nie ma tam żadnego krzaka, krzewu, krzewinki... Generalnie można pomiędzy pniami zasuwać i nie natknąć się na żadne kolce, pajęczyny i inne atrakcje. Gdy wieje silny wiatr, konary wydają niesamowite dźwięki... jakby skrzypiały drzwi starej chaty. Ogólnie jest pięknie. Najpiękniej. A przed samochodem kicała wiewiórka. Dziecko, czyli ja, zachwyca się takimi rzeczami. Ale.. mam wrażenie, że właśnie po to są takie zjawiska, by się nimi zachwycać.
Zakończyłam szczęśliwie I rok moich Nowych Studiów..
Jak ułoży się rok kolejny.. to dla mnie zagadka. Poczekamy, zobaczymy.
Jutro wybieramy się do Łodzi podpisywać umowę z Panią Architekt, która zrobi nam "małe" przeróbki w projekcie i jegoż adaptację. Idzie Nowe. Jeszcze Lepsze :)
Mieszczuch to ja: pojechaliśmy w sobotę do B., aby pokazać Komuś działkę, którą wybraliśmy trzy miesiące temu... Nie pomyślałam, że na wsi na polu wszystko tak szybko się zmienia i nie wzięłam aparatu, który miałby uwiecznić wielkie pole rumianku i innych zielsk. Widok przepiękny ;) Tylko gorzej, jak się pomyśli, że trzeba to okiełznać własną niewprawną łapką. W niedalekim lesie dorwałam lipę i nazrywałam odrobinę kwiatów (bowiem chooooodźmy juuuuuż rzekł Mąż, który jeszcze doceni smak syropu!). Las to dla mnie przedziwny, bowiem oprócz drzew, nie ma tam żadnego krzaka, krzewu, krzewinki... Generalnie można pomiędzy pniami zasuwać i nie natknąć się na żadne kolce, pajęczyny i inne atrakcje. Gdy wieje silny wiatr, konary wydają niesamowite dźwięki... jakby skrzypiały drzwi starej chaty. Ogólnie jest pięknie. Najpiękniej. A przed samochodem kicała wiewiórka. Dziecko, czyli ja, zachwyca się takimi rzeczami. Ale.. mam wrażenie, że właśnie po to są takie zjawiska, by się nimi zachwycać.
Zakończyłam szczęśliwie I rok moich Nowych Studiów..
Jak ułoży się rok kolejny.. to dla mnie zagadka. Poczekamy, zobaczymy.
Jutro wybieramy się do Łodzi podpisywać umowę z Panią Architekt, która zrobi nam "małe" przeróbki w projekcie i jegoż adaptację. Idzie Nowe. Jeszcze Lepsze :)

0 commenti:
Posta un commento