martedì 16 agosto 2011

cent'anni!

Dziś przypadają urodziny mojego Męża.
Jako, że wyszło tak, a nie inaczej, przyjaciół zaprosiłam na niespodziankowe przyjęcie tydzień temu.
Kolega zabrał W. na basen, a ja w tym czasie mogłam przygotować stół, sałatkę, dokończyć ciasto i zrobić jeszcze parę innych rzeczy :)
Ogółem wszystko wypadło całkiem nieźle ;) Główny zainteresowany bowiem nie wyczuł podstępu :)
Ja w ramach ciasta urodzinowego upiekłam ciasto gruszkowe.
Korzystałam z przepisu dorotus (jest tutaj),
ale stwierdziłam, że gruszki w cieście robią się tak mdłe, że trzeba je czymś wyostrzyć.
Na spodzie (patrz przepis dorotus) ułożyłam zatem suszoną żurawinę wcześniej wymoczoną w wiśniówce (bo akurat ją miałam otwartą) i osączoną. Na żurawinę dałam plasterki gruszek. Na to polepiłam kawałki ciasta kruchego z dużą ilością kakao i znów gruszki i cynamon. Wierzch trochę ozdobiłam, żeby było przyjemniej patrzeć.
I oto całość:

Tylko świeczek coś mało...? ;)

Goście chwalili. Dla mnie to kruche było.. za mało kruche. Nie lubię go z dodatkiem białka. Następnym razem ulepszymy.

Co do prezentów, to.. uważam, że moi Rodzice zrobili jeden z lepszych.. Otóż Mąż otrzymał sadzonkę klona czerwonego. Nie było wyjścia: pojechaliśmy kupić szpadel, pokazać działkę moim Rodzicom i drzewko zasadzić. To było.. wyjątkowe. Zrobiłam parę fatalnych zdjęć, więc się nie dzielę. Gdy drzewo będzie trochę większe, a chwasty trochę mniejsze (w tej chwili są równe ze mną...), na pewno uwiecznię ten widok.

0 commenti: