W nieczystej postaci.
Mąż uwielbia placki ziemniaczane. Nigdy w życiu ich jeszcze nie zrobiłam.
Nadeszła wiekopomna chwila i oto dziś...
...na stół wjechały placki ziemniaczane.
Ja wolę na wytrawnie. On woli na słodko.
I każdy miał co chciał.
Placki ziemniaczane
1kg ziemniaków
3 łyżki mąki pszennej
2 jajka
Ziemniaki obieramy i surowe trzemy na tarce na drobnych oczkach (te, gdzie powstają cieniutkie paseczki). Masę wkładamy do sita/durszlaka wyłożonego ściereczką i czekamy 10 minut, aż odciekną. Można na koniec troszkę wycisnąć. Do ziemniaków dodajemy jajka i mąkę, sól. Mieszamy, mieszamy.
Na patelni rozgrzewamy bardzo mocno olej i łyżką nakładamy masę. Rozprowadzamy, by placki były cienkie. Smażymy na złotobrązowy kolor, ale nie zdejmujemy ich z patelni, gdy tylko takowy osiągną, muszą na niej pobyć jeszcze troszkę. Ok. 3-4 minuty. Wtedy są najlepsze :)
Z kilograma ziemniaków wyszło nam 20 małych placków, czyli najadły się dwie mocno głodne osoby :)
Polecam i wpisuję do stałego repertuaru.

2 commenti:
wyglądają smakowicie:)
a w Masikowie, jak ma być horda głodnych ludzi na obiedzie, wrzucamy upieczone do nagrzanego trochę piekarnika, żeby każdy miał dużo chrupkich i dla wszystkich naraz starczyło:) ciekawe, że paniom w bsa nigdy nie wyszły chrupiące i niezielone...
:********
nm
A co Ty tak wracasz do tej nieszczęsnej BSA? ;D Ja pamiętam ich spaghetti i plastikowe pomidory. Może jeszcze herbatę z wiadra..
Posta un commento