Tira-mi-su'!
Nareszcie odważyłam się je zrobić.
Nie przygotowywałam wcześniej tego włoskiego przysmaku, bo niestety nie raz już się "nacięłam".
Po wczorajszym wyczynie uwielbiam tiramisu'.
Z otrzymanej od kuzynki książki Cucina romana autorstwa Sary Manuelli, rzymianki, która podaje jak zrobić prawdziwe włoskie tiramisu', a nie takie, które zostało przez miliony kucharzy przetworzone.
Na ile ono jest prawdziwe, tego nigdy się nie dowiemy.
To chyba tak jak z przepisem na bigos ;)
Tiramisu'
500g mascarpone
3 jajka (oddzielnie żółtko i białko)
100g cukru pudru
2 łyżki Marsali (można zastąpić ją sherry albo porto)
4 łyżki startej gorzkiej czekolady
pół kubka mocnej kawy (zaparzyłam w moce)
18 biszkoptów (ew. 250g ciasta biszkoptowego)
Żółtka ucieramy z cukrem, aż pobledną i zgęstnieją. Wmieszać teraz (no bo "wmieszowujemy" to chyba nie?) mascarpone należy. W drugim naczyniu trzeba ubić pianę z białek. Pod koniec dolać marsalę i dosypać dwie łyżki wiórków czekoladowych. Białka należy zmieszać z masą mascarpone. W głębokim naczyniu szklanym (mi idealnie spasowało takie prostokątne z IKEI) układamy biszkopty (połowę, czyli 9). Nasączamy je kawą, ale żeby się nie rozpaćkały. Na to wykładamy połowę masy mascarpone. Znów idzie teraz warstwa biszkoptów, mascarpone i na wierzch sypiemy resztę wiórków czekoladowych. Tiramisu' trzeba teraz włożyć do lodówki (i nie zjeść!) na 4 godziny.
O reszcie wczorajszych przysmaków pisać będę w dniach kolejnych :)
A co wczoraj się działo?
Nic takiego.
Tylko Aprilwife i Aprilhusband nas odwiedzili...
Dziś rano zaś wybraliśmy się na nasze włości. Mądra Awife wzięła dwa termosy z herbatą i kanapki z serem.
Biwak pierwsza klasa!