Święto

Dziś jest dzień kurodomowienia. Uwielbiam mieć takie dni "gratis" :)

W piecu właśnie dochodzi chleb... (przepis jak zwykle z blogu whiteplate) Zapach jest niezwykły. Tu jeszcze w foremce, wyrastający.



Poza tym kupiłam słoiczek melasy z trzciny cukrowej i będę piec Pepparkakor. Poza tym jeszcze dziś na obiad pizza :)

Znów przemeblowanie w szafce, żeby było jeszcze bardziej funkcjonalnie.

Przede mną 15 stron phrasal verbs do nauczenia...
I parę stronic do napisania!

Chcieliśmy się wybrać znów do Kampinosa, ale... wyszliśmy z domu i zaskoczył nas zimny, porywisty wiatr i zacinający deszcz. Wróciliśmy posiedzieć w ciepłym mieszkaniu...

odpowiedź zabrzmi poniżej... :)


pytanie za 100 punktów...

...jaki utwór posłużył kompozytorowi do stworzenia ścieżki dźwiękowej?...




delicious day

I think it's high time I improved my vocabulary.

Sooo... I guess I should read a lot...


What do you cook for today dinner?

9. listopada

Zaczynamy nowy tydzień w nastroju jakże odmiennym od tego sprzed tygodnia.
Nic się nie wydarzyło, po prostu kobiety tak mają :)

Aby rozświetlić mroki listopadowego smutku Mąż zakupił mi latarenkę, o której marzyłam kilka lat...


Srebrna jest ta moja.

Wczoraj udało mi się wyhaftować kilkadziesiąt krzyżyków, ale to idzie strasznie wolno. Stawiasz 10 danego koloru, po czym musisz zmienić mulinę, bowiem nie masz punktu odniesienia. 5 krzyżyków jasnobrudnego beżu i 7 krzyżyków ciemnobrązowej zieleni... Ale efekt będzie imponujący. Wiem to na pewno.

Prezent ślubny się lakieruje :) Trzeba mu dokupić wnętrze. Mam nadzieję, że się spodoba. To już tylko dwa tygodnie. Może uda nam się odpocząć w O.

Wczoraj rano o mało się nie rozpłakałam, bowiem mój chleb żytni w ogóle nie wyszedł.
Z drugiej strony: zakwas zaczął pracować. Tylko jak się go dalej dokarmia? Idę na zwiady do Liski.

Jak Wasz weekend?

P.S. Ja to chyba będę miała czas na pieczenie dopiero na emeryturze. Jeśli będzie mnie stać na mąkę, bo przecież nie wiadomo, czy dostanę jakiekolwiek pieniądze.

P.S.2. Nie, nie, nie. Nie zamulamy. Bierzemy życie za rogi. Take the bull by the horns!
Ambitnie podchodzimy do sprawy.

Mąż



Mąż mój jest nieprzeciętnym miłośnikiem jedzenia. Przygotowanego między innymi przeze mnie... Sam (niestety) nieczęsto gotuje.
Mamy bardzo dobry układ, bowiem on dysponuje czasem wolnymi porankami i wtedy proszę go, aby zakupił produkty na obiad, który będę przyrządzać po moim powrocie z pracy (czyli ok. 16.30/17.50).
W zeszłym tygodniu były to zapiekane warzywa. Kupił. I zrobił mi niespodziankę :) Efekt macie powyżej. Tak, tak, Mężczyzna mój wymyśla bardzo ciekawe sposoby okazywania mi swoich uczuć.

Windy naszego bloku oklejone są jeszcze folią tudzież wyłożone płytami pilśniowymi - wprowadzający nie muszą się martwić, że meble/winda zostaną uszkodzone. Płyty stały się miejscem ogłoszeń: rolety, elektryka, szyby, etc. Konkurencja wyczuła interes i zaczęła umieszczać swoje ogłoszenia. Ale już markerem bezpośrednio pisząc na płycie. Niektórzy zamazują sobie po jednej cyfrze, aby nie można było się dodzwonić... Jedne z najpiękniejszych ogłoszeń to "Wszystko" (plus numer telefonu).
W drugiej windzie pojawiły się ogłoszenia takowoż. Ale wypisywane długopisem.
Najpiękniejsze z nich? "Oddam się za kotleta mielonego" (też nr telefonu).

Dlaczego ja o tym piszę? Bo Mąż mój ponad wszystkie makarony, zapiekanki, mięsiwa pieczone uwielbia kotlety mielone. Takie zwykłe... Co jeszcze? Lasagne. Za każdym razem wychodzi mi trochę inna, ale jeszcze nie znalazłam miejsca, w którym mogłabym nabyć dobre mięso mielone/do mielenia. I jeszcze krupnik na wywarze grzybowym.

Kiedy W. zaczyna mówić o którejś z powyższych potraw, cały się rozpromienia, uśmiecha się cudnie i (jak ja to mówię) ściąga uszy. On oczywiście twierdzi, że nie ma odczepianych uszu, ale... wyobrażacie to sobie?! ;D

Ostatnio zasmakował mu baaardzo Apple Pie od Liski ("upiecz na Święta!!!") oraz tarty wytrawne...



Przepraszam, że to wygląda nieapetycznie :| Nie miałam możliwości zrobić lepszego zdjęcia... Tarta wytrawna (przepis Tessy Borawskiej - dzięki L.F.!) z brokułem z fetą i szpinakiem z czosnkiem i orzechami.

Dobrze jest! :)

P.S. Byłoby ogromną niesprawiedliwością, gdybym nie napisała, że W. ubóstawia pierogi mojej Mamy. Ona robi najlepsze pierogi na świecie. I proszę nie dyskutować. To jest już potwierdzone przez naukowców i smakoszy ze wszystkich stron świata. Zawsze, jak robię pierogi, to mam kompleksy ;) Nigdy nie dorównam mistrzostwu mojej M.

:)


Ja bardzo przepraszam tych, którzy liczyli tutaj na nowy, wspaniały wpis z mnóstwem profesjonalnych fotografii, które swym wyglądem przyprawiają o przysłowiową ślinkę...

Otóż mamy w pracy tak strasznie dużo do zrobienia, że nie ogarniam wszystkiego. Ale to bardzo dobrze!!! :) Poza tym angielski: chcę zrobić jak najwięcej, materiał jest coraz bardziej skomplikowany. Tym lepiej!!! :)
Wczoraj byłam na zajęciach z tribal - uczyłam się fali brzuchem, ale moje mięśnie podbrzusza NIE istnieją. Ale mam zamiar powołać je do życia!!! :)
Nie piekę w tygodniu, a szkoda - brak mi czasu! Ale w weekend zamierzam nadrobić - dostaliśmy dobre jabłka...! :)
Wczoraj zrzuciłam zdjęcia (zaległe), ale zapomniałam zgrać ich na pendrive. Nie mam ich przy sobie, więc się nie pochwalę :| Wszystko przed nami.

Zaplanowaliśmy rajd europejski na przyszły rok. Zostałam wzięta pod włos i zaszatnażowana. Ale to bardzo, bardzo pozytywnie.

Pozdrawiam z uśmiechem na ustach,
zapracowana Mistrzyni Przypraw, która doskonale wie, że musi w tej chwili bardzo wiele zainwestować w przyszłość, o której marzy.

P.S. 22.12. po pracy wrócę do domu, zjem jakiś obiad, po czym spakujemy się do naszej turkusowej strzały i pojedziemy 350km na południowy zachód. Będziemy słuchać piosenek z dzwoneczkami i czuć całą podniosłość atmosfery, gdy będziemy mijać wsie i domy ustrojone lampkami.
Będziemy wieźć pierogi z kapustą i grzybami oraz piernika...
23.12. rano zrobię Mężowi kawę w ekspresie i będziemy siedzieć w łóżku pod kołdrą z kubkami pyszności.
Taki mam plan.

love, love, love, love....


Coś na miłe rozpoczęcie pierwszego tygodnia listopada.

Jestem absolutnie maksymalnie nieprzeciętnie nastolatkowo mocno zakochana.


obiad: ratunku! pomocy!

W niedzielę mieliśmy się wybrać na zwiedzanie Warszawy lub jej okolic, ale Główny Gość stwierdził, że przecież lepiej się spotkać u nas i pogaaaadać. No dobrze. Jako, że była z nami jeszcze koleżanka, to ją też zaprosiliśmy. Potem jechaliśmy tramwajem - takim eleganckim i czarnym. Razem z nami jechali współuczestnicy wieczorów pokerowych mojego Męża, więc stwierdziłam, że ich też zaprosimy wraz z ich kobietami. Wszyscy chętnie przystali na naszą propozycję. Być może dlatego, że jesteśmy jedynym małżeństwem pośród znajomych/przyjaciół i mieszkamy razem. Reszta par zamieszkuje po studencku, z osobna, więc może to jakaś pierwotna tęsknota za domem? ;)

Otóż problem polega na tym, że jeszcze nigdy nie robiłam obiadu dla ośmiu osób. Nie wiem jak dobrać proporcje. Co gorsza - nie stać mnie na wymślne potrawy w ilości zadowalającej. Chyba nawet mnie nie stać na normalny obiad dla takiej ilości (będzie 5 mężczyzn, którzy naprawdę dużo jedzą).

Jakie jest wyjście z tej sytuacji?

P.S. Wyszła kiedyś propozycja, by podyskutować o mądrych artykułach bądź książkach. Wymyśliłam, że zeskanuję jakiś fajny artykuł z aktualnego Tygodnika Powszechnego i powysyłam moim gościom. Będzie w niedzielę dyskusja! Mam nadzieję, że to wypali.

Handmade with Love

Feel yourself at home :)